sobota, 16 maja 2015

Co musimy mieć i wiedzieć by wyjechać z psem do Niemiec ?

Jako że mieszkamy z Giffem w Niemczech , musieliśmy dopełnić kilku formalności które pozwoliły wwieźć piesa na teren tego kraju . 
Ja w tej sprawie napisałam bezpośrednio do niemieckiego  Bundesministeriums für Ernährung und Landwirtschaft (zainteresowanym mogę podesłać konwersację w oryginale) tak abym wiedziała o wszystkich dokumentach jakich nam potrzeba , nie chciałam korzystać z informacji dostępnych w internecie bo nigdy nie wiadomo czy są aktualne a na zimne lepiej dmuchać ;)

Tak więc , czego potrzebujemy aby przewieźć psa do De ?
Po pierwsze : Paszport Zwierzęcia Domowego . (koszt ok.80zł- dostaniecie u weta)
Pies musi być identyfikowalny wraz z paszportem więc musi mieć chip (jak widać przydaje się nie tylko przy zagubieniu się psa) a numer chipa musi być koniecznie wpisany w paszport . 
Dodatkowo pies musi być szczepiony przeciw wściekliźnie  (koszt ok.30-40zł).
My dostaliśmy takie zaświadczenie ze schroniska ale UWAGA - do paszportu może wpisać to szczepienie tylko ten weterynarz który takie zaświadczenie wydał , inny weterynarz tego nie poświadczy a szczepienie MUSI być wpisane w paszport , inaczej jakiś "służbista" znajdzie powód by zrobić problem przy wyjeździe .
W naszym przypadku więc szczepienie odbyło się jeszcze raz .
Jak widać wszystko można załatwić u weterynarza za jednym zamachem. 
I w sumie to są najważniejsze kwestie jakie trzeba spełnić by wyjechać z psem . 

Jakich ras nie wolno wwozić na teren Niemiec?
Generalnie rzecz biorąc tutaj psy są bardzo lubiane , rzadko zdarzają się porzucenia a w schronisku można znaleźć kilkanaście psów (bardzo zadbanych i często pracujących z behawiorystami jeśli mają problemy) a nie tak jak u nas po kilkaset :(

Jednak niektórych ras uznanych za agresywne nie można wwieźć na teren Niemiec . I nie pomogą tutaj prośby , groźby czy zapewnienia że pies jest łagodny . Takich ras ludzie tutaj się boją a ich rozród jest ściśle kontrolowany . Jeśli chcemy posiadać takiego psa mieszkając tutaj musimy postarać się o pozwolenie a nie zawsze jest ono przyznawane . To samo dotyczy mixów w typie tych ras - obowiązują je te same zasady .

Do tych ras należą:
  1. Bull Terrier,
  2. Pit Bull Terrier,
  3. American Stafford Terrier and
  4. Stafford Bullterrier 
Także jak widać wszystkie psy w typie bull . Niestety tutaj mamy niewielkie szanse że uda nam się zabrać psa ze sobą .

Mam nadzieję że mój post przyczyni się do zabierania Waszych psów zagranicę - jak widać nie jest to aż tak skomplikowane jakby się wydawało , da się również znaleźć mieszkanie z psem (choć trzeba trochę zawzięciej poszukać) . 

Ja byłam ewidentnie ewenementem , w schronisku nie mogli się nadziwić że wyjeżdżam zagranicę i chcę WZIĄĆ psa a nie go ODDAĆ :) 
Tak czy siak to niezbyt dobrze o nas świadczy bo niezwykle łatwo przychodzi nam pozbywanie się problemu :(



sobota, 9 maja 2015

Jak socjalizować psa w stosunku do ludzi ?

Od razu mówię - nie jestem behawiorystą :)
Jestem tylko osobą która chce pomóc własnemu psu przezwyciężyć jego lęk przed obcymi osobami .
Jak objawia się lęk Giffa ?
Giff generalnie unika obcych jak może , jeśli ktoś podchodzi bliżej do mnie lub do niego - piesu zaczyna warczeć . Podczas wizyty gości w naszym domu wydawało się że pies się czuje zrelaksowany . Goście dostali smaki tak by jeśli pies podejdzie mogli mu je dać (budowanie pozytywnych skojarzeń) i wszystko było w porządku do momentu aż jeden z gości nie wstał i nie podszedł do mnie . Wtedy pieso skoczył i ugryzł (nie mocno , to było bardziej ostrzegawcze "dziabnięcie") . Wtedy doszłam do wniosku że opcja odwracania uwagi u psa nie ma sensu bo pies owszem w momencie odwrócenia uwagi ominie obcą osobę ale nie przestanie się jej bać . 
Lęk więc w tym momencie się nie zmieni , pies po prostu zajmie się czymś innym w trakcie zagrożenia :)
Po tej sytuacji pieso próbował też podskakiwać i gryźć obce osoby które przechodziły koło nas na spacerach  . Po prostu wpadł na pomysł obcy idzie = ja skaczę = obcy ucieka (czyli przechodzi dalej )
Dla psa taka "wygrana" jest lepsza niż tysiąc smaków .
Jak z tym walczymy?
Tak jak mówiłam , w naszym przypadku odwracanie uwagi , odwracało uwagę od lęku ale tego lęku nie likwidowało . Piesu nadal bał się ludzi a ja tylko kontrolowałam jego lęk .
Dostałam kilka cennych rad na forum owczarek.pl i według otrzymanych rad postępujemy :)
Mianowicie : 
Wychodzimy z piesem do ludzi ( z początku były to miejsca gdzie na drodze spotykaliśmy parę osób ) .
Gdy widziałam że piesu szykuje się do "ataku" próbowałam go z tego stanu wytrącić (odwracałam go od zagrożenia , przebiegałam z nim kilka kroków) , tak żeby przestał się skupiać na idącej osobie . 
Następnie chodziliśmy w miejsca bardziej zaludnione gdzie było dużo różnych dźwięków (place zabaw , parki itd.) i pies powoli się do nich przyzwyczajał . 
Za spokojne zachowanie piesu dostawał zawsze pochwałę i smaka, za "spinę" otrzymywał krótkie i konkretne słowo "nie" wypowiedziane niskim głosem .
Powoli piesu dociera do poziomu zrozumienia że obcy chodzą po ulicach i chodzić będą :)
Mimo to nie prowokujemy niebezpiecznych sytuacji i piesu zawsze chodzi w bardziej zaludnione miejsca w kagańcu , dzięki czemu ja się czuję stabilniej . 
Dodatkowo gdy idzie człowiek - pies zawsze idzie po drugiej stronie , ja idę po stronie idącej osoby (podobnie jak w kwestii aut) tak aby pies wiedział że ja idę po stronie stracha i w razie czego go ochronię ;)
Tutaj temat nie jest zakończony tak jak w kwestii aut (które piesu już lubi ) ale widać znaczną poprawę która mnie bardzo cieszy bo chciałabym żeby Giff mógł bez stresu przechadzać się parkowymi alejkami :)


Kong Wubba Classic i wielkie psie zęby :)

Miał być dzisiaj post o czymś zupełnie innym ale że wybrałam się do zoologicznego (tak , to mój ulubiony sklep) to nie mogłam się powstrzymać żeby nie kupić piesowi czegoś ciekawego .
Wybór padł na Kong Wubba Classic który u nas wygląda tak :
Ma ładny fioletowy kolor , materiał zdawał się dość twardy i wytrzymały . "Macki" są niezłym pomysłem , można się z piesem poprzeciągać , poszarpać . No i piszczałka - w przypadku mojego psa piszczałka to podstawa , on uwielbia zabawki z piszczałkami .
Niestety - piszczałka przestała piszczeć w ciągu dosłownie 30min :( Kolejna zabawka na którą jakoś pechowo trafiłam . 
Jednak piesu jest nią nadal zainteresowany , za co mogę dać plusa . Właśnie ją demoluje do końca :D 
 
Co możecie zobaczyć na poniższym filmiku :)
Jak widać demolka pełną gębą a pies w pełni szczęścia że może coś porwać ^^

środa, 6 maja 2015

Recenzja karmy Lukullus - czyli dlaczego pies zjada ją bez mrugnięcia okiem .

Walcząc z częstymi biegunkami Giffa szukałam mokrej karmy dobrej jakości i w przystępnej cenie która smakowałaby psiakowi a mi dała spokój ducha iż pies jest dobrze żywiony . 
Giff jada suchą karmę połączoną z mokrą . 
W kwestii mokrej karmy wybrałam firmę Lukullus , zachęcił mnie do tego skład karmy oraz dobra cena . 

Co o karmie mówi producent ?
Lukullus naturalna karma jest inna poprzez swoją unikalną kompozycję składników:
  • Ponad 65 % zawartości mięsa podstawą zdrowej diety psa. Wykorzystane mięso i podroby podlegają surowym kontrolom jakości oraz odznaczają się wysokim stopniem akceptacji.
  • Cenne węglowodany oraz błonnik wpierają metabolizm.
  • Warzywa i owoce zapewniają wyjątkowo świeży smak oraz dostarczają mnóstwo naturalnych witamin.
  • Dodatek różnych olejów udoskonala recepturę naturalnie bogate w Omega 3 - i 6 kwasy tłuszczowe wspomagając zdrową kondycję skóry i dodając sierści blasku.
  • Oczywiście przygotowana bez dodatków chemicznych i konserwantów.
A skład karmy przedstawia się tak : 
Dziki królik i indyk z gruszką, płatkami owsianymi i z olejem z czarnuszki:
66% mięsa i wnętrzności (serca, wątróbki, mięso, żołądki) wyłącznie z dzikiego królika i indyka, gruszka, płatki owsiane, składniki mineralne, olej z czarnuszki
Dodatki:
witamina A (3.000 j.m./kg), witamina D 3 (200 j.m./kg), witamina E (30 mg/kg)

A co mówimy my ? 
Karma nie jest droga , piesu wciąga ją chętnie . Skończyły się jego biegunki które doprowadzały mnie do szału a przecież dla niego to również nie było komfortowe . 
Myślę że spokojnie nadaje się dla psów z delikatnymi żołądkami .   
Nie ma problemów żołądkowych zarówno jak zjada ją samą jak i w połączeniu z suchą karmą .  Karma ładnie pachnie , jest dość zbita co moim zdaniem jest dobrym objawem a mięsko jest w sosie .
Tak wygląda po otwarciu :
Karmę oceniam na duży plus , nie mam wobec niej żadnych zastrzeżeń (bo i czego się czepić skoro wszystko działa jak trzeba :D ) i myślę że piesu będzie ją jadał tak długo jak będzie mu służyć .
Można zakupić ją na zooplus.pl w kilku różnych smakach - dlatego dla każdego znajdzie się coś miłego ^^ .


Recenzja zabawki KONG Squeezz Ringo .

Ostatnio w zoologicznym wpadła mi pewna zabawka . 
Jako iż mam kompletne (nieprzemijające od pół roku) szaleństwo kupowania piesowi zabawek , nie byłabym sobą gdybym nie pokusiła się i na tą . 
A mowa tutaj właśnie o zabaweczce:
KONG Squeezz Ringo , 
powszechnie znanej i lubianej firmy KONG tworzącej zabawki niezniszczalne , zdolne znieść demolkę nawet najbardziej zawziętych psich zębów ;)
To zielone kółko można zakupić w cenie między 30-50zł  w zależności od rozmiaru ( 11cm/16cm) i oczywiście sklepu. 
 
Czym charakteryzuje się KONG Ringo ?
Jest wykonana z dość odpornej kauczukowej gumy , ma żywy kolor oraz kształt który sprawia że pies łatwo może chwycić ją w zęby i dumnie paradować ze swoją zdobyczą przez cały dom ;) 
Do pełni szczęścia dołożono także piszczałkę która wydaje jakże irytujący dla człowieczego ucha dźwięk - z psim uchem to już co innego .
Dodam tylko że mój pies wielbi wszystko to co piszczy i dałby się pokroić jak słyszy taki dźwięk .

Zalety zielonego pierścienia :
Przede wszystkim - Giff memlał go zawzięcie , chętnie brał  w zęby a on wydawał piszczący dźwięk który wprowadzał psa w stan euforii .  Jest on dość elastyczny i wytrzymały , plus do tego super się odbija za każdym razem lecąc w inną stronę .
Łatwo go złapać w rękę żeby rzucić piesowi jako aport . 
Do mycia jest idealna po prostu , wystarczy zlać ją dobrze wodą i wytrzeć a wygląda jak nowa .
                                          Piłka po tygodniu użytkowania .
Minusy Ringo :
No i tutaj chyba tych minusów będzie trochę więcej . 
Przede wszystkim piszczałka po paru dniach przestała działać :(  a według producenta produkt jest trwały . 
Zmniejszyło to niejako atrakcyjność zabawki ale pies w sumie nadal ją lubi . 
Tak czy siak, zabawka kosztuje niemało więc chciałabym (raczej nie ja a pies) żeby popiszczała nam w domu trochę dłużej . Kolejnym minusem jest to że wszystko się do niej klei w momencie kiedy jest choć trochę wilgotna . Wystarczy wtedy że piesu położy na niej łeb a ona cała jest już w kłakach . Choć myje się ją łatwo to trzeba to robić często , ja ją czyszczę parę razy w ciągu dnia choć nie jestem pedantem - po prostu nie mogę patrzeć jak pies memla tak upapraną zabawkę . 
I w sumie ostatni minus - kolor (choć tutaj sama jestem sobie winna ) znalezienie jej w trawie to misja niesamowita i z reguły psu idzie to o wiele lepiej niż mi . 
Wnioski :  
W sumie Giff fajnie się nią bawi , jest nią zainteresowany cały czas . 
Fajnie sobie ją podgryza i jest zadowolony . Niestety ze względu na to że padła piszczałka ( a to zmniejszyłoby atrakcyjność zabawki w oczach wielu psów) nie mogę jej od nas polecić . Myślę że w tej cenie spokojnie znajdziecie inne zabawki które będą bardziej trwałe choć oczywiście mniejszy psiak nie zdemolowałby zabawki tak szybko jak mój . 
Firmę Kong polecam jak najbardziej , jednak tą konkretną zabawkę raczej nie ;)
A na koniec PIES ZDOBYWCA :D :





Jak historia toczy się dalej ? Czyli coś o socjalizacji do aut i ruchu ulicznego.

                     Zdecydowałam się napisać tego posta żeby pomóc innym osobom zmagającym się z psem wymagającym socjalizacji , mam nadzieję że to da Wam nadzieję na poprawę sytuacji bo wiem jak serce się kraje kiedy widzimy w swoim psie kompletną panikę .
                      Jak już wszystkim wiadomo (jeśli czytali moje poprzednie wywody :P ) , trafił nam się  wyjątkowo (a może nie wyjątkowo) lękliwy egzemplarz .
W początkowej fazie poadopcyjnej reagował panicznie na każdy mój ruch i dźwięk którego nie znał . Pojawił się też problem z ludźmi - potrafił na ulicy skoczyć na obcą osobę i ostrzegawczo kłapnąć zębami . Próbował też ze strachu pokazywać zęby  na jadące auta .
A któż by się tego spodziewał patrząc na jego pyszczek ? ;)
A no właśnie drodzy Państwo - nikt ;) .
Problem trzeba było przepracować , tylko jak ?
W rzeczy samej nie jest to takie proste jak się zdaje choć przy odrobinie upartości wszystko się da .
Pierwsze co - prewencja .
Jeśli wiecie że Wasz pies ma problem z agresją , bądź agresją lękową to świętą rzeczą staje się tutaj użytkowanie kagańca wszędzie tam gdzie uważacie że może dojść do spięcia . Mój pies miał problem w stosunku do całego świata zewnętrznego więc zapobiegawczo nosił kaganiec w większości odwiedzanych miejsc.
Dzisiaj jednak będzie o autach i innych cudach poruszających się po drodze .

 Jak  socjalizować psa gdy boi się przejeżdżających aut ?
          Często z tym problemem zmagają się psy mieszkające w odludnych miejscach , domach z ogrodem bądź schroniskowce które nie poznały miastowego życia .
Mój pies większość życia przeżył w schronie położonym na uboczu gdzie niestety miał niewielkie możliwości poznania ruchu ulicznego i ludzi .
Ale do rzeczy ;)
         Mieszkamy w sumie na uboczu gdzie jeżdżą auta ale ich liczba nie jest powalająca .
Giff strasznie się na początku płoszył jak tylko widział auto nadjeżdżające z daleka .
W tym momencie nie głaszczcie psa - to go tylko upewni w fakcie że coś się dzieje !
Ja szłam pewnie przed siebie , gdy na mnie spojrzał chwaliłam za nawiązanie kontaktu wzrokowego  i nie zatrzymywałam się .
 Jeśli bardzo się bał - przekładałam smycz do drugiej ręki tak , abym to ja szła bliżej zagrożenia . Dzięki temu stawiałam się też na pozycji przewodnika na zasadzie " spoko stary , ja idę obok stracha i w razie co to cię obronię".
No i faktycznie - z czasem pies się kapnął że przecież nic złego się nie dzieje i można iść dalej tak jak mówi Pańcia .
Żeby skojarzył przejeżdżające auta z czymś miłym- za każde spokojne przejście był klik i smakołyk ( jeśli lęk jest duży , smakołyk powinien być czymś co pies lubi najbardziej, może to być też ukochana zabawka).
Można też próbować odwrócić psią uwagę - smakiem bądź zabawką .
Skupiamy psa na sobie ( smakiem , zabawką , komendą)  póki zagrożenie nie minie a później go chwalimy jeśli nie zerwał kontaktu z przewodnikiem i nie spanikował .
W tym momencie już piesu olewa kompletnie jadące auta choćby mu przed nosa zajechały .

Jak bezboleśnie przyzwyczaić psa do jazdy autem ?  
 Tutaj sytuacja była troszkę już inna - trzeba było namówić piesa do dobrowolnego wejścia do auta .
             U nas po pierwsze poszły na to kilogramy smakołyków , całe auto było nimi wypełnione .
Giff wiadomo , na początku nie chciał nawet podejść no ale w końcu tam tyle dobrych rzeczy było ....
Pierwsze smaki leżały tak żeby mógł je zjeść bez wchodzenia do auta , wystarczyło że tylko się zbliży i był już smak .
Kolejne smaki leżały już dalej no i piesu tutaj miał dylemat czy mu się opłaca . Doszedł do wniosku po chwili że jednak tak :P .
Przednie łapy poszły na luzie , gorzej poszło z całym zadkiem .
I tutaj wsiadłam do auta ja - obsypana smakami jak ruchomy bufet i pies zdecydował się wejść za mną .
Przy pierwszej próbie drzwi nie zostały zamknięte - został pochwalony za wejście , zjadł co złapał i mógł swobodnie wysiąść .
Kolejne próby były przeprowadzone analogicznie tylko z coraz większym utrudnieniem - czyli wsiadł , zamknęły się za nim drzwi i za chwilę się otworzyły - spoko , pasowało mu to .
Później odpalenie silnika , pies nagrodzony za spokojne zachowanie i brak prób ucieczki . I tak dalej i tak dalej .... 
              Przy budowaniu późniejszych dobrych skojarzeń pomógł też fakt że autem jedziemy w same przyjemne miejsca - długi spacer , do lasu , na spotkanie z innym psem .
Jeśli psiak jeździ autem tylko do weterynarza to nie ma się co dziwić że za tym autem nie przepada bo kojarzy mu się ono z czymś raczej nieprzyjemnym :)
W tym momencie Giff szaleje na punkcie auta - to jego ulubione miejsce .

Przecież lepiej się ogląda świat nie musząc męczyć łapek ^^
A nic nie wskazywało na to że kiedykolwiek polubi tą jeżdżącą puszkę :)



poniedziałek, 26 stycznia 2015